![]() |
ENCYKLOPEDIA |
![]() |
Zamieszczam tu dokładniejsze wyjaśnienia pewnych pojęć dla bardziej upierdliwego czytelnika który musi zrozumieć wszystko jak najbardziej dogłębnie:
O czym wspomniałem na moich stronach:
Nazwy firm, a czasem modeli poszczególnych
samochodów, mają różne pochodzenie. Często bywają, po prostu, nazwiskami
założycieli lub właścicieli przedsiębiorstw produkujących pojazdy (np.
Ford, Benz, Peugeot, Bentley, Citroen, RollsRoyce), czasami nazwą geograficzną
(Wołga, Nysa, Leyland, Lorraine) lub zoologiczną (Żuk, Ariel, Jaguar),
imieniem albo kombinacją imion (Mercedes, Maja, Iradam), ale najczęściej skrótem
literowym nazwy przedsiębiorstwa (BMW, MG, ALFA, FSO, FSM).
FIAT należy do tej ostatniej grupy nazw. Jest to jednak skrót szczególny: skrót,
który stał się samoistnym słowem.
W lutym 1898 roku Giovanni Agnelli, kawalerzysta, który szalał za końmi...
mechanicznymi dowiedział się, że istnieje koncepcja utworzenia nowej spółki,
mającej na celu uruchomienie produkcji samochodów. Organizatorami tego przedsięwzięcia
byli:
książę Emanuel Cacherano di Bricharesio oraz turyński bankier Deslex.
Agnelli zapalił się do tej koncepcji i zaproponował księciu zainteresowanie
spółką szeregu innych osób, już obeznanych nieco z produkcją samochodów.
W dwa miesiące później powstało przedsiębiorstwo o kapitale zakładowym 800
000 lirów podzielonych na 4000 akcji po 200 lirów każda, a głównym udziałowcem
tej spółki akcyjnej był książę. Należał do niej również Agnelli.
Firma nazywała się Societa Italiana per la Construzione e il Commercio delle
Automobili Torino.
Szybko, gdyż w ciągu zaledwie roku, uruchomiono fabrykę, którą 11 lipca
1899 roku opuścił pierwszy samochód osobowy zaprojektowany przez bardzo
zdolnego konstruktora Aristide Faccioli. Czteroosobowy powóz motorowy z
nadwoziem typu „vis a vis" został wyposażony w silnik czterosuwowy
dwucylindrowy, o pojemności skokowej 679 cm3,
średnicy cylindra 65 mm i skoku tłoka 99 mm. Silnik ten osiągał moc 3,5 KM
przy 400 obr/min. Cały pojazd ważył 280 kg. Silnik umieszczony z tyłu napędzał
tylne koła za pośrednictwem łańcuchów. Pionowa kolumna kierownicza
zaopatrzona w wygięty drążek z dwoma uchwytami zastępowała, już stosowaną
w tych czasach, nieco pochyloną kolumnę z normalną okrągłą kierownicą.
Charakterystyczne dla tego modelu było zastosowanie wszystkich kół o
jednakowej średnicy, podczas gdy w większości zmotoryzowanych powozów z tych
lat przednie koła były mniejsze od tylnych.
Oficjalne uruchomienie zakładów odbyło się 19 marca 1900 roku. W tymże
mniej więcej czasie na jednym z pierwszych posiedzeń zarządu spółki
Faccioli zaproponował, aby skrócić urzędową nazwę przedsiębiorstwa do
Fabbrica Italiana Automobili Torino i pojazdy oznaczać literowym skrótem tej
nazwy. Wniosek przyjęto, chociaż nieco sprzeciwiał się temu wiceprzewodniczący
zarządu. Twierdził, że inicjały tworzą słowo ładnie brzmiące, lecz
znane... z modlitwy (fiat voluntas tua). Jeszcze pierwsze egzemplarze samochodów
z Turynu posiadały tabliczkę z pełnym brzmieniem nazwy, wkrótce jednakże
ograniczono się jedynie do liter i nazwa firmy brzmiała F.I.A.T. W 1906 roku,
gdy firma była już znana nie tylko we Włoszech, ale w całej Europie,
postanowiono zrezygnować z kropek następujących po literach i uznać skrót
za jedno słowo. Od tego czasu do dnia dzisiejszego firma nazywa się FIAT.
Czasem nazwa pisana jest Fiat, a w niektórych polskich czasopismach fiat, czyli
prawie jak w modlitwie. Nic zresztą dziwnego, wielu naszych rodaków przecież
gorąco się modli, by zdołać kupić choćby małego Fiata i to muszą się pośpieszyć
bo jego produkcja już się skończyła..
1920 rok
Powstaje spółka Polski Fiat z kapitałem zakładowym wysokości jednego miliona marek polskich. 51 procent udziałów należało do firmy FIAT, a pozostałe 49 procent do Hermanna Meyera - od 1907 roku przedstawiciela FIATA w Rosji, który zajmował się sprzedażą produktów firmy na ziemiach polskich, a po odzyskaniu niepodległości także w Polsce.
1921 rok
FIAT postanawia przejąć całkowitą kontrolę nad polskim przedsięwzięciem i wykupuje akcje Meyera, zwiększając swój udział do 98 procent. Nieudana próba rozpoczęcia budowy fabryki samochodów w Warszawie.
1927 rok
FIAT sprzedaje w Polsce ponad 600 samochodów osobowych i ciężarowych.
1929 rok
Negocjacje z polskimi firmami produkującymi części samochodowe w sprawie montażu samochodów osobowych i ciężarowych.
1930 rok
Światowy kryzys gospodarczy. Spadek sprzedaży samochodów FIATA w Polsce do 300 sztuk w ciągu roku. Rozmowy w sprawie produkcji licencyjnej w Państwowych Zakładach Inżynierii (należących w 90% do państwa) w FIAT-em, Renault i Citroenem. Rząd polski deklarował licencjodawcy zwolnienie z cła wywozowego części i maszyn niezbędnych do produkcji, zachęty finansowe dla klientów prywatnych oraz zobowiązanie administracji państwowej i instytucji publicznych do zakupu aut produkowanych w Polsce w zamian za sfinansowanie zakupu maszyn orz modernizację fabryk PZInż.
1931 rok
2 września podpisano oficjalną umowę w sprawie licencyjnej produkcji samochodów Fiat w Polsce na warunkach wynegocjowanych przez zarząd PZInż. i dyrektora sekcji Wschodnioeuropejskiej FIAT-a, Carla Edouarda Schmidta. FIAT gwarantował zainwestowanie 1.200.000 dolarów oraz stałe wsparcie finansowe (konkurujący z FIAT-em Citroen oferował 200.000 dolarów). Umowa przewidywała między innymi produkcje popularnego 4-osobowego samochodu typu 508 z benzynowym 4-cylindrowym silnikiem o pojemności 995 ccm i mocy 17,5 kW (24 KM) przy 3600 obr/min. oraz większego, 5-osobowego modelu 518 z 2-litrowym silnikiem o mocy 33kW (45 KM) przy 3400 obr/min. Umowa przewidywała też produkcję samochodów ciężarowych typu 618 oraz 621 L i R.
1932 rok
W sierpniu fabrykę PZInż. w Warszawie opuszcza pierwszy licencyjny Polski Fiat. Wkrótce samochody powstają na 12 liniach montażowych z 379 stanowiskami.
1936 r.
Rusza montaż samochodów ciężarowych. Polski Fiat dominuje na rynku uzyskując 50% udziału w sprzedaży samochodów osobowych i 70% w sprzedaży ciężarówek.
1397 r.
Wprowadzenie do produkcji w Polsce Fiatów 500 Topolino oraz Fiatów 1100 i 1500. Roczna sprzedaż samochodów w Polsce (wszystkich marek) wynosi 9969 sztuk.
1939 r.
Wybucha II wojna światowa. Przerwa w działalności FIAT-a w Polsce. Fabryka produkująca Polskie Fiaty jest bombardowana. W czasie wojny znikoma produkcja, aż do całkowitego zniszczenia fabryki w 1944 roku.
1949 r.
Centralny Urząd Planowania w porozumieniu z Centralnym Zarządem Przemysłu Metalowego podpisuje umowę licencyjną na produkcję samochodu osobowego Fiat 1400 oraz zaprojektowanie i wyposażenie fabryki przewidzianej na produkcję 20 tyś. samochodów rocznie. Polska miała za to zapłacić węglem. Jeszcze przed końcem roku ruszyły prace przy budowie fabryki w Warszawie na Zeraniu.
1949 r.
FIAT wycofuje się z umowy. Włosi w ramach planu Marshalla dostają z USA węgiel za darmo. We wrześniu prace przy budowie fabryki zostają wstrzymane. Ruszają po roku w związku z przygotowaniami do rozpoczęcia produkcji licencyjnej Pobiedy M20.
1956 r.
FIAT składa ofertę proponując licencję na unowocześniony model 1400. Nic z tego nie wynika. FSO produkuje Warszawy, przygotowuje uruchomienie produkcji Syren. Zapadają decyzje o wdrożeniu do produkcji Mikrusa.
1965 r.
Podpisanie umowy licencyjnej na produkcję Fiata 125.
1967 r.
28 listopada, niespełna dwa lata po podpisaniu umowy, z taśmy FSO zjeżdża pierwszy Polski Fiat 125p. Do końca roku FSO produkuje 1000 tych samochodów z nowoczesnym na owe czasy nadwoziem i układem hamulcowym. Silniki 1300 i 1500 pochodziły z wycofanych już z produkcji modeli.
1971 r.
29 października POL-MOT podpisuje kontrakt z Fiatem na montaż, produkcję i sprzedaż samochodu Fiat 126p. Powstaje Fabryka Samochodów Małolitrażowych. FSO produkuje w roku ponad 50 tyś. licencyjnych PF 125p.
1973 r.
Polski Fiat 125p prowadzony przez najlepszych kierowców rajdowych, ustanawia na autostradzie pod Wrocławiem trzy światowe rekordy prędkości w jeździe non - stop. 6 czerwca w FSM zmontowano z włoskich części pierwszego Polskiego Fiata 126p. Do końca roku udaje się zmontować półtora tysiąca maluchów. Liczba zarejestrowanych samochodów osobowych zbliża się do miliona.
1977 r.
FSO opuszczają, pierwsze Polonezy. Samochód powstał przy współpracy z Fiatem.
1979 r.
FSM produkuje już rocznie ponad 200 tysięcy PF 126p. FSO ponad 100 tysięcy PF 125p i Polonezów. Dzięki temu kolejny milion samochodów przybywa w niespełna 5 lat.
1982 r.
FSO zaczyna się rozglądać za następcą PF 125p. Jednym z ewentualnych licencjodawców jest Fiat. Negocjacje potrwają wiele lat.
1987 r.
9 września POL-MOT i Fiat Auto podpisują umowę w sprawie produkcji w FSM małolitrażowego samochodu osobowego o kryptonimie X1/79. Umowa przewiduje możliwość rozszerzenia współpracy na FSO i produkowania tam samochodu średniolitrażowego. Podpisana umowa określana jest jako największa inwestycja w historii polskiego przemysłu motoryzacyjnego. Fiat udziela kredytu w wysokości 500 milionów dolarów na uruchomienie produkcji nowego malucha. W rozmowach z FSO impas. Fiat proponuje przestarzałe Ritmo. FSO zainteresowane jest nowocześniejszym Uno. Co 8 Polak ma już samochód. Najczęściej jest to Polski Fiat.
1988 r.
Minister przemysłu Mieczysław Wilczek zrywa parafowaną umowę licencyjną na produkcję w FSO zmodernizowanego Uno. Proponuje w zamian rozszerzenie produkcji X1/79 na FSO, tak, aby obie fabryki robiły rocznie 650 tysięcy tych aut.
1989 r.
Upada koncepcja wprowadzenia X1/79 do FSO. Fabryka wraca do poszukiwań samochodu średniej klasy, który zastąpiłby produkowanego przez z górą 20 lat 125p. Spośród Fiatów największe zainteresowanie wzbudza opromieniony sławą Samochodu Roku Tipo.
1991 r.
17 kwietnia FIAT i FSM rozszyfrowują X-a, następca malucha otrzymuje imię Cinquecento i ma być kontynuatorem tradycji fiatowskich pięćsetek, które zmotoryzowały Włochy. Wkrótce rusza próbny montaż w zakładzie FSM w Tychach. Fabryka przeżywa trudny okres. Uruchomienie nowej produkcji zrujnowało finanse firmy. Ratunkiem ma być utworzenie spółki z Fiatem. 10 października dochodzi do podpisania listu intencyjnego w tej sprawie. W FSO zapada decyzja o zaprzestaniu produkcji 125p. co ma miejsce 29 czerwca. Przez 24 lata wyprodukowano tam 1.444.791 dużych Fiatów, które wciąż nie mają następców. Latem fabrykę wizytuje ówczesny premier Jan Krzysztof Bielecki, który do 10 października daje czas powołanemu przez siebie zespołowi ekspertów na dokonanie wyboru partnera FSO spośród trzech ewentualnych kontrahentów: Fiata, Citroena i General Motors. Termin mija, premier odchodzi. Fabryka dalej na lodzie. FIAT zdecydowanie kieruje swoje zainteresowanie w stronę FSM. 9 grudnia w Rzymie światowa premiera Cinquecento - Fiata produkowanego tylko w Polsce.
1992 r.
28 maja powstaje polsko - włoska spółka akcyjna NEWCO. Fiat umacnia swą pozycję w Polsce.
1866 - 1945
Urodził
się on 13 sierpnia 1866 r. w Villar Perosa (niedaleko Turynu), miał więc
niewiele ponad 30 lat gdy założył wraz z Carlo Biscarettim firmę Fabbrica
Italiana Automobili Torino, czyli w skrócie FlAT. Początkowo miał zamiar poświęcić
się karierze wojskowej, lecz zrezygnował z niej w 1892 r., gdy został wybrany
burmistrzem ojczystego miasta Villar Perosa. Od tego dnia, notabene, utarł się
już zwyczaj, że pierwszym obywatelem tego miasta jest któryś z Agnelli.
Firma została założona wspólnie z gronem czołowych postaci Turynu, a
wybitne zdolności Giovanniego pozwoliły mu objąć przewodnictwo w zarządzie
firmy i decydować o jej losie aż śmierci, która nastąpiła 16 grudnia 1945
r., gdy Włochy zaczynały wyzwalać się z chaosu po drugiej wojnie światowej.
Pierwszy mały warsztat w
Valentino został najpierw przeniesiony do Lingotto, a następnie do Mirafiori,
w którym rozrósł się do dzisiejszych, wielkich rozmiarów. Agnelli
od młodości pragnął stworzyć pojazd silnikowy. Postępowanie szefa firmy
było jednak inne niż większości przemysłowców samochodowych. Nie pragnął
on czynić wynalazków, ani szukać nowych dróg w konstrukcji, lecz przyjmował
do produkcji konstrukcje już istniejące i dobrze wypróbowane przez innych. To samo dotyczyło metod
produkcji. Dzięki takiemu stanowisku firma uniknęła wielu rozczarowań i
strat, idąc wyraźnie wytyczoną przez innych drogą. Agnelli był również
zwolennikiem produkcji seryjnej, a nie ręcznego wykonywania pojedynczych
egzemplarzy, każdego o innej konstrukcji. Mawiał zatem do swego przyjaciela,
Michele Lanza, zamiłowanego wykonawcy opracowanych przez siebie konstrukcji
samochodowych: „Nie umiesz
budować w celu sprzedaży. Ja umiem!". Agnelii swymi przemysłowymi
poczynaniami nadawał ton całemu miastu. W 1906 r, zorganizował przedsiębiorstwo
RlV produkujące łożyska kulkowe i amortyzatory. Przyczyniło się ono bardzo
do podniesienia nie tylko znaczenia, ale i dobrobytu miasteczka Yillar Perosa. Powstało tam wiele firm, które po chwilowym
zabłyśnięciu znikały. Oprócz fabryk FIAT i Lancia powstało więc około 20
fabryczek. W przededniu pierwszej wojny światowej istniały w okolicy Turynu
takie marki, jak Itala, Chiribiri, SCAT (Societa Ceirano Automobili Torino) ,Ceirano,
Aquila, Temperino, Rapid i inne. Przedsiębiorstwa te nie mogły jednak wytrzymać
konkurencji z firmą FIAT i albo uległy likwidacji, albo uzależniły się całkowicie
od Agnellego, stając się częścią zakładów FIAT. Giovanni Agnelli był
człowiekiem o niezwykle szerokich zainteresowaniach i horyzontach myślowych, nowoczesnym w myślach i
poczynaniach. On to w czasie pierwszej wojny światowej rzucił projekt
utworzenia Stanów Zjednoczonych Europy, który jest wciąż dyskutowany jako
projekt przyszłości. W krytycznych
chwilach strajku, gdy robotnicy okupowali fabrykę,
Agnelli wyraził
przekonanie, że w razie teoretycznie
możliwej socjalizacji zakładów, zostałby na pewno w dalszym ciągu
ich dyrektorem.
Po zaprzestaniu strajku zaproponował po prostu pracownikom fabryk udział w rządzeniu
zakładami. Propozycja ta nie została jednak przyjęta przez podejrzliwych
przywódców robotniczych. W latach trzydziestych Giovanni Agnelli odwiedził
Henry'ego Forda w Detroid. Zapoznawszy sie z jego metodami produkcji i zarządzania,
pod wpływem tej wizyty wprowadził w zakładach FIAT szereg innowacji i
usprawnień, z tą jednak różnicą, że miał również na uwadze dobro
robotników. Uważał bowiem, że przedsiębiorstwo to jest pewnego rodzaju
"Kooperacyjnym Stowarzyszeniem Ludzi" , którego rozwój musi jednocześnie
zwiększyć dobrobyt wszystkich pracowników.
Ostatnio na czele firmy FIAT stał Jego wnuk Giovanni Agnelli który zmarł w
styczniu 2003 roku.
Przyszłość FIATA stoi pod dużym znakiem zapytania...
1725 - 1804
W
okresie tej intensyfikacji światowych wypadków historycznych żył i tworzył
Mikołaj Józef Cugnot. Wynalazca drogowego pojazdu mechanicznego. 79 lat jego
życia przypada właśnie na ten okres. Urodził się w 1725 roku, to znaczy
10 lat po koronacji Ludwika XV (który panował 60 lat), zmarł w 1804, tzn. w
roku koronacji Napoleona Bonaparte na cesarza Francuzów. Cugnot, z wykształcenia
inżynier wojskowy, autor wielu dzieł z zakresu fortyfikacji, pracował przez
wiele lat nad zbudowaniem maszyny parowej do napędu pojazdu drogowego. Myślał
o pojeździe wojskowym, przeznaczonym dla celów wojennych. To była jego
specjalność. W czasach, gdy zaczynał swe doświadczenia i dociekania
teoretyczne, były już znane prace Papina na temat zastosowania pary. Nie
jest jednakże wyjaśnione, czy Cugnot wiedział cokolwiek o silniku parowym,
zbudowanym przez Jamesa Watta
w roku 1765, czy też prowadził swe prace
niezależnie od niego.
Faktem jest, że w roku 1769 opracował konstrukcję
pierwszego na świecie pojazdu samobieżnego, a według znanych i miarodajnych
materiałów archiwalnych, pracował nad tą konstrukcją już kilka lat wcześniej.
W roku 1770 odbył się publiczny pokaz jego pojazdu. Był to ciągnik
artyleryjski. Komisja powołana do jego oceny wytknęła cały szereg
mankamentów technicznych. Przede wszystkim źle skonstruowane palenisko i
kocioł zmuszały do zatrzymywania się co 12-15 minut dla uzyskania
odpowiedniego ciśnienia pary. Dalej: wielkość kotła była zbyt mała w
stosunku do pojemności cylindrów. W wyniku negatywnej oceny komisji polecono
Cugnotowi zbudowanie nowego, lepszego modelu. Wynalazca wywiązał się ze
swego obowiązku. Przeprowadzona próba wypadłaby dobrze, gdyby ciągnik nie
wjechał na mur. Zresztą nie wiadomo, czy to prawda. Mury wtedy waliły się
nie tylko od wypadków drogowych, ale i historycznych, czego przykładem jest
Bastylia. Prototyp zbudowany przez Cugnota został zmagazynowany w Arsenale, a
później umieszczony w paryskim Muzeum Conservatoire National des Arts et
Mettiers, które obecnie nazywa się Musee National des Techniques. Znajduje
się tam do dnia dzisiejszego. Koncepcja Cugnota wyprzedziła o wiele lat projekt budowy tego typu pojazdów.
To pewno było również przyczyną, obok wydarzeń historycznych, że ówcześni
nie przywiązywali wagi do memoriałów i nagabywań wielkiego wynalazcy. Uważali,
że sprawy bieżące są ważniejsze i Cugnot jest po prostu nieżyciowym
maniakiem. O tej historyjce powinien pamiętać
każdy wynalazca zanim przystąpi do konkretnych rozwiązań konstrukcyjnych i
budowy prototypu. Naprawdę wielkie odkrycia ocenią potomni. Na współczesnych
nie ma co liczyć. Aha! Jeszcze jedna sprawa. Tym razem memento dla królów.
Ludwik XVI pojechał na szafot wozem konnym, choć istniał już pojazd
zmechanizowany. Tak to zawsze bywa z tymi, którzy nie doceniają rozwoju
motoryzacji.
DAIMLER Gottlieb
1834 - 1900
Gottlieb Daimler urodził się 17 marca 1834 roku w niewielkim miasteczku
Schorndorf w Wirtembergii. Pochodził z rodziny od lat osiadłej w tamtych
stronach i zajmującej się piekarnictwem. Jego ojciec był właścicielem
sklepu spożywczego. Po ukończeniu szkoły podstawowej Gottlieb został
wysłany do gimnazjum humanistycznego (wówczas
nazywało się ono „szkołą łacińską"). Nauka nie szła mu tam
najlepiej, gdyż interesowały go przede wszystkim nauki ścisłe i technika.
Po ukończeniu więc z trudem gimnazjum powrócił do swego rodzinnego
miasteczka, a ojciec zrezygnował z dalszego kształcenia syna, oddając go do
terminu do rusznikarza. Tutaj
Gottlieb wykazał duże zdolności, a nauczył się dokładności i precyzji
wykonania. Jednocześnie praca w rusznikarstwie zachęciła go do dalszego
kształcenia się, Wyjechał do Stuttgartu i wstąpił do szkoły technicznej
dla zaawansowanych. W 1853 roku dziewiętnastoletni
Gottlieb
Daimler
podjął
pracę w zakładach budowy maszyn w Grafenstaden koło Stuttgartu. Rozpoczął
jako praktykant, a w trzy lata później został już kierownikiem
działu. W tym czasie zapisał się jako wolny słuchacz na Politechnikę w
Stuttgarcie, którą ukończył w ciągu dwóch lat, uzyskując stopień inżyniera.
Było to możliwe dzięki temu, że miał już ukończoną szkołę techniczną
oraz zdobył dużą praktykę. W 1860 roku Gottlieb Daimler
porzucił swoją dotychczasową pracę w zakładach budowy maszyn i za
zaoszczędzone w ciągu siedmiu lat pieniądze wyruszył w podróż do Francji
i Wielkiej Brytanii. W Paryżu zapoznał się z produkcją silników spalinowych
Lenoira, w Anglii pracował kolejno w paru zakładach produkujących różne
maszyny, między innymi silniki spalinowe i parowe, parowozy, kotły itd. Zdobywszy
w ten sposób sporo doświadczenia, Daimler po dwuletnim stażu zagranicznym
powrócił do Niemiec i podjął pracę w przedsiębiorstwie Strauba w
Geislingen, a następnie w firmie Bruderhaus w Reutlingen, gdzie po paru latach
został dyrektorem technicznym całego przedsiębiorstwa. Wszystkie zakłady, w których pracował, zajmowały się wytwarzaniem
różnych maszyn. Daimler dał się poznać jako uzdolniony technik i
technolog, świetny organizator i propagator postępu technicznego. Choć
doszedł do wysokiego stanowiska w przemyśle i cieszył się wspaniałą
opinią jako fachowiec, stale poszukiwał swojej właściwej drogi życiowej. W 1872 roku otrzymał nową intratną
propozycję objęcia stanowiska głównego inżyniera w zakładach Deutz,
produkujących silniki spalinowe. Zakłady te znajdowały się na przedmieściu
Kolonii i należały do Otta i Langena. Gottlieb Daimler
przyjął tę
propozycję, uzyskał warunki nadzwyczaj korzystne, i to zarówno materialne,
jak też i pod względem samodzielności w pracy. Razem z nim przeszedł do
pracy w tychże zakładach jego przyjaciel,
utalentowany konstruktor Wilhelm Maybach. Dzięki wynalazkom Otta
i współpracy z nim Daimlera i Maybacha produkcja w zakładach Deutz rozwijała
się nadzwyczaj dynamicznie. Daimler
zrozumiał, że tym, czego dotychczas poszukiwał, jest silnik
spalinowy, ale nie ten produkowany, to znaczy ciężki, duży, wolnoobrotowy,
który może służyć jedynie do napędu maszyn stacjonarnych,
lecz mały, lekki, szybkoobrotowy o szerokim zastosowaniu. Rozpoczął
więc z wrodzoną systematycznością i pracowitością szukać rozwiązania
wszystkich tych problemów, które stały na drodze do urzeczywistnienia
konstrukcji silnika jego marzeń. Niestety, był pracownikiem firmy Deutz i nie
mógł zajmować się jedynie swoim hobby, firma zaś niezwykle ceniąc Daimlera — powierzała mu coraz bardziej odpowiedzialne stanowiska.
Wreszcie w roku 1881 zażądano od niego, by objął samodzielne kierownictwo licencyjnych
zakładów budowy silników w Rosji. o
przekreśliłoby całkowicie
możliwość realizacji koncepcji Daimlera. Odmówił i odszedł z zakładów
Otta i Langena. Miał 48 lat zaczynając zupełnie
nowe życie. Kupił w miejscowości Cannstatt dom z ogrodem i zamieszkał tam z
rodziną. Przebudował i przekształcił w warsztat - laboratorium szopę w ogrodzie.
Namówił Maybacha, ażeby również porzucił firmę Deutz
i przeniósł się do Cannstatt, co ten uczynił. Kilkanaście miesięcy od rozpoczęcia
pracy we własnym warsztacie przyjaciele zbudowali silnik z leżącym cylindrem, uzyskujący 250 obr./min. Silnik ten opatentowali w
1883 roku. Daimler nie był jednak z niego zadowolony, gdyż był to jedynie
udoskonalony nieco silnik dotychczas znany. Przekonstruował go. Cylinder
ustawił pionowo, udoskonalił zasilanie w paliwo oraz system zapłonowy.
Silnik był mniejszy, lżejszy i wydajniejszy. Daimler doszedł do wniosku, iż
można przeprowadzić doświadczenie z zastosowaniem tego silnika do napędu
pojazdu kołowego. W 1885 roku wmontował
silnik do prymitywnego pojazdu dwukołowego (coś w rodzaju motocykla), na którym
jego syn Paul w dniu 10 listopada dokonał pierwszej przejażdżki z Cannstatt
do Unterturkheim
(odległość 3 kilometrów).
To było wielkie zwycięstwo. W roku 1886 Gottlieb Daimler zbudował zmotoryzowany powóz, nazwany Daimler Motor Kutsche. Miał on jednocylindrowy silnik o pojemności skokowej 462 cm3 i mocy 1,2 KM przy 650 obr/min, umieszczony w przerobionym do tego celu powozie. Tylne koła były napędzane za pomocą przesuwnych przekładni pasowych, a zamiast dyferencjału zastosowano poślizgowe sprzęgło przeciążeniowe. Ponieważ był to zmotoryzowany powóz, kierowano całą osią przednią, a nie kołami umieszczonymi na tej osi. Pojazd można obejrzeć w muzeum firmy Daimler-Benz AG w Stuttgarcie Unterturkheim. W Bad Cannstatt, w dzisiejszym parku zdrojowym, stoi dawny domek ogrodowy Daimlera. Tutaj, od roku 1882, Gottlieb Daimler wraz ze swym przyjacielem, Maybachem, przeprowadzał eksperymenty związane z budową jednego z pierwszych silników spalinowych (szybkoobrotowych) na świecie. Silnik ten został najpierw zastosowany do wspomnianego motocykla, a udoskonalony w następnych latach — do Motor Kutsche. Wszystkie te pierwsze próby konstrukcyjne były prowadzone właśnie w domku ogrodowym i w szopie obok (już nie istnieje), która pełniła funkcje garażu. Daimler i Maybach przywiązywali dużą wagę do swych doświadczeń i badań. Utrzymywali je więc w ścisłej tajemnicy. Jednakże nie udało się im ukryć hałasu, jaki wydobywał się nocą z pomieszczenia, w którym schowali się przed ciekawością ludzką. Hałas ten najradośniejszy dźwięk dla wynalazców i konstruktorów powodowało ich pierwsze dziecko, ich silnik. Słuchali więc tych przeraźliwych dźwięków jak najpiękniejszej muzyki. Sąsiadom nie podobały się jednak te odgłosy. Zaczęli źle mówić o tej sprawie. Poszła plotka, że Daimler produkuje w swym ogrodzie monety, że po prostu założył małą fabrykę pieniędzy dla własnych potrzeb. Plotka ta doszła do policji, która postanowiła nakryć fałszerzy na gorącym uczynku. Zrobiono zasadzkę. Otoczono domek ogrodowy. W nocy, gdy silnik zaskoczył i zaczął pracować, policjanci i tajni agenci wtargnęli do warsztatu. Sądzili, że zastaną bandę fałszerzy. Zastali dwóch ludzi przy warsztacie i aparat, którego sensu i celu nie rozumieli. Daimler starał się im wyjaśnić, co to jest i do czego może służyć. Nie trafiało im to do przekonania. No, bo niby co z tego, że kręci, ale po co? Dla nich było jedynie ważne, gdzie są fałszywe monety. Odeszli mocno rozczarowani brakiem falsyfikatów. Tak to policja, szukając fałszywych pieniędzy, nie zdawała sobie sprawy z tego, że Gottlieb Daimler faktycznie robi prawdziwe pieniądze. Na tym właśnie przyrządzie silniku spalinowym on i wielu innych producentów zrobiło największe i najautentyczniejsze pieniądze na świecie. Obecnie domek ogrodowy Daimlera, w którym powstał jego pierwszy silnik, jest zamieniony na małe muzeum. Jest tam warsztat, a na nim, jak wówczas, stoi silnik. Jest to rekonstrukcja oryginału, który uległ zniszczeniu podczas pożaru zakładów w roku 1903. Narzędzia, tokarka, przyrządy pomiarowe uzupełniają tę małą, robiącą wrażenie autentyku, ekspozycję. Odwiedzającym Bad Cannstatt radzimy ją obejrzeć.Chcąc udowodnić przydatność silnika spalinowego, Daimler zastosował go w następnych latach do napędu łodzi motorowej (1886 r.), drezyny kolejowej (1887 r.), wagonu kolejowego (1888 r.), kolejki w lunaparku (1888 r.), tramwaju (l 888 r.), balonu przy pomocy śmigła (1888 r.), wozu pożarniczego (1892 r.) itd. Uogólniając, Daimler udowodnił, że silnik spalinowy ma wszechstronne zastosowanie. Nie był to ten sam silnik, który został skonstruowany w 1884 roku. Konstruował silniki coraz lepsze, coraz nowocześniejsze. Obroty wzrosły do 900/min. W 1889 r. Daimler opatentował silnik dwucylindrowy widlasty, który rozwijał moc 3,75 KM. Silniki Daimlera zdobywały sławę. Różne kraje nabywały licencje na ich produkcję. W 1890 roku powstała spółka pod nazwą Daimler Motoren Gesellschaft, która uruchomiła zakłady produkujące samochody według koncepcji Daimlera. Firma ta po połączeniu się w 1926 r. z firmą Benz istnieje do dziś i produkuje znane samochody Mercedes. Daimler umarł w wieku lat 66 w Cannstatt jako zamożny człowiek, który urzeczywistnił swoją ideę.
18 marca 1858 roku, w Paryżu, przy ul. Fontaine-au-Roi 49, w rodzinie Teodora Diesla, Niemca, przyszedł na świat syn - Rudolf. Kiedy wybuchła wojna francusko-niemiecka w 1870 r. rodzina Dieslów wyjechała do
Anglii, ale dwunastoletniego Rudiego wysłano do krewnych w Augsburgu, wychodząc z założenia, iż we własnym kraju chłopiec łatwiej zdobędzie wykształcenie i pracę, l rzeczywiście. Rudolf jest pilnym uczniem, w 1875 r. z wyróżnieniem kończy szkołę przemysłową. W tym czasie Mikołaj August Otto już drugi raz udoskonala swój silnik spalinowy napędzany paliwem lekkim, mieszanką benzynowo-powietrzną wytwarzaną w gaźniku. Rudolf jest zafascynowany tym wynalazkiem, ale widzi w nim wiele wad. Marzy o własnym silniku, bardziej doskonałym. Wstępuje na politechnikę w Monachium i w 1880 r. uzyskuje dyplom inżyniera, a wkrótce
- doktora nauk technicznych. Ma już wystarczającą wiedzę teoretyczną, aby rozpocząć praktykę. Otto-Motor, jak nazywano i nazywa się w Niemczech silnik gaźnikowy, miał sprawność zaledwie 20-30%, to znaczy tyle energii cieplnej uzyskanej ze spalania mieszanki zamieniało się w pracę. Diesel postanowił zbudować silnik przewyższający sprawnością Otto-Motor.
Swoje doświadczenia rozpoczął w Paryżu, gdzie znalazł pracę w przedsiębiorstwie profesora Linde, specjalizującym się w budowie chłodni, w których stosowano amoniak. Diesel do napędu swego pierwszego silnika próbował użyć par amoniaku, ale zakończyło się to fiaskiem, gdyż pary te powodowały tak szybką korozję silnika, że mógł on pracować zaledwie kilkanaście godzin. W Paryżu nic nowego Diesel nie wymyślił, ale wpadła mu w ręce broszura francuskiego uczonego Montegrand, w której opisywał jak wzrasta temperatura sprężanego powietrza. Kiedy w 1890 r. wrócił do Berlina, pracując nadal w firmie Linde, przypomniał sobie tę
broszurę i wpadł na pewien pomysł. Obmyślił silnik sprężający powietrze
(do 3,5 MPa) aż do uzyskania przez nie wysokiej temperatury, w które to powietrze wstrzykuje się paliwo. Od temperatury powietrza paliwo się zapala i następuje wybuch niejako samoczynnie. W 1893 roku Diesel opatentowuje swój wynalazek silnika z zapłonem samoczynnym. Wydał nawet broszurę z opisem tego teoretycznego silnika, która w gronie ówczesnych fachowców od mechaniki i termodynamiki spotkała się z ostrą krytyką. Silnik uznano za wytwór chorej wyobraźni, a samego wynalazcę za maniaka i fantastę na miarę Verne'a. Jednak trzeba pamiętać, że były to lata burzliwego rozwoju przemysłu, powstawania wielkiego kapitału i ekspansji kolonialnej. Wygrana wojna z Francją powiększyła apetyty niemieckich militarystów. Zwłaszcza przemysł zbrojeniowy zainteresowany był silnikami dużej mocy, stacjonarnymi silnikami przemysłowymi. Pojazd samochodowy byt jeszcze kosztowną zabawką ludzi bogatych.
Jednak w 1897 roku Diesel buduje swój pierwszy silnik sapalinowy dla fabryki MAN w Augsburgu. l znów niepowodzenie. Pierwszy silnik się rozpada, drugi gaśnie pod obciążeniem, nie może nabrać obrotów, wał korbowy kręci się raptem 88 razy w ciągu minuty. A wszystko przez to, że stosuje złe paliwo, lekkie i do tego zgazowane. Próbuje nawet wprowadzić pomocniczo elektryczny zapłon, ale to nic nie daje. Dopiero po roku żmudnych badań wynalazca dostrzega swój błąd i stosuje paliwo ciężkie, silnik pracuje, a pomiary jego sprawności przechodzą najśmielsze oczekiwania - 75%. Wreszcie sukces. Jak to bywa w takich razach, natychmiast znalazło się kilkunastu konstruktorów, którzy chcieli udowodnić, że pierwsi wynaleźli „silnik Diesla". Rudolf zaczął tracić czas na przesiadywanie w sądach. Szczególnie firma Deutz, będąca właścicielem patentu Otta, argumentowała, iż wynalazek Diesla to nie jest nowy typ silnika, tylko mutacja pomysłu Otta. Większość protestów eksperci i biegli sądowi oddalili, ale kilku wynalazców wzięło odszkodowania. Największym konkurentem Diesla byt Anglik, inż. Herbert Aeroyd Stuard, który w latach 1855-1890 opatentował kilka udoskonaleń silnika napędzanego olejem gazowym, z których większość była identyczna z patentami Rudolfa. Stuard jest bez wątpienia również twórcą „silnika wysokoprężnego zaopatrzonego we wtryskiwacz i komorę wstępną podgrzewaną przy rozruchu oddzielną lampą żarową." Oba silniki - Niemca i Anglika pracowały identycznie. Ale Stuard nie występował o naruszenie swych wcześniejszych patentów i chyba tylko dzięki temu nazwa przyjęta w całym świecie i z niemiecka brzmiąca Diesel-Motor jednoznacznie określa silnik wysokoprężny. Pierwsze silniki samoczynne były jednostkami wolnoobrotowymi i nie nadawały się do napędu pojazdów. Silnik Diesla przystosował do samochodów francuski inż. Sabathie: zmniejszył jego rozmiary, zwiększył moc i obroty, ale nastąpiło to wiele lat później, już po śmierci wynalazcy. Tymczasem jednak przemysłowe silniki samoczynne robią zawrotną karierę. Interesuje się nimi Ameryka. Diesel za milion marek sprzedaje prawa patentowe do USA i staje się człowiekiem bogatym. Podróżuje. W latach 1902-1912 kilka razy odwiedza Stany Zjednoczone. Również inwestuje, ale źle. Kupuje tereny roponośne w Galicji i wdaje się w walkę konkurencyjną z rekinem nafty Rockefellerem. To niszczy Diesla finansowo. Fabrykanci zaczynają
mieć pretensje do wynalazcy, że nie udoskonala silnika, a same silniki, produkowane masowo i mało precyzyjnie, zaczęły się psuć. Dochodzi do nieporozumienia z firmą MAN i zerwania kontraktu. Diesel próbuje ratować się budując własną fabrykę i inicjując założenie konsorcjum budowy silników wysokoprężnych w Anglii. Tereny roponośne okazują się małowartościowe, a tantiemy za patenty napływają powoli i znów podnosi głowę
konkurencja zarzucając Dieslowi plagiat. Jest wrzesień 1913 roku, gdy pocztą przychodzi zaproszenie
do Anglii na zebranie akcjonariuszy konsorcjum.
"29 września po południu przed dworcem morskim w Antwerpii zatrzymał się duży czarny samochód. Kierowca pomógł wyjść mężczyźnie w średnim wieku, na którego szczupłej twarzy widać było zmęczenie. W tej zgarbionej postaci trudno było rozpoznać Rudolfa Diesla. Od strony portu wyszło na powitanie dwóch mężczyzn w czarnych pelerynach, wyglądających na biznesmenów. Po
kilku zdawkowych zdaniach cała trójka niezwłocznie skierowała się w stronę nadbrzeża i wsiadła na statek „Dresden" udający się w rejs do Harwich. Rejs był spokojny, chociaż szybko zapadła ciemna noc i wiał silny wiatr tworzący fale. Ostatni raz widziano Diesla o godz. 22, gdy po sutym obiedzie udawał się do kabiny na nocleg."
Tak opisywała ostatnie chwile życia wynalazcy ówczesna prasa. Dziennikarze nie wykluczali morderstwa i obwiniali nawet rząd niemiecki. Sugerowano, iż Diesel zginął, gdyż chciał zdradzić Anglikom tajemnicę budowy łodzi podwodnych i sprzedać wszystkie swoje patenty. Rodzina Diesla obstawała przy śmierci samobójczej w obliczu klęski finansowej. Jednak w bagażu Diesla znaleziono wszystkie dokumenty wynalazku i dowody jego zastosowania. Samobójca nie wybierałby się w podróż z takim bagażem. W każdym razie 10 października 1913 roku holenderska łódź patrolowa wydobyła z morza ciało wynalazcy, ale - co dziwne - nie przekazała go władzom niemieckim czy rodzinie, tylko po sprawdzeniu zawartości kieszeni - oddała ciało morzu, powołując się na marynarskie zwyczaje. Może obawiano się sekcji zwłok?
Śmierć konstruktora nie zatrzymała rozwoju jego silnika. Chociaż sam Diesel nie zdążył zbudować małej jednostki samochodowej, a miał takie plany, uczynili to jego kontynuatorzy. Najpierw przekonał się do diesla przemysł okrętowy, potem kolej, a w 1923 roku po raz pierwszy silnik wysokoprężny zamontowano w samochodzie ciężarowym firmy MAN. Producenci aut osobowych długo nie interesowali się tym wynalazkiem. W Niemczech - tylko Mercedes Benz. Diesle odstręczały od siebie tumanami czarnego dymu wydobywającego się z rury wydechowej. Dziś kwestie „czystości" silnika wysokoprężnego są już rozwiązane, okazało się, że diesel może być nawet bardziej ekologiczny niż silnik benzynowy.
1844 - 1929
Karol Benz jest znany jako jeden z dwóch pierwszych konstruktorów pojazdów napędzanych silnikiem spalinowym (drugim był Daimler). Słusznie należy mu się to miejsce w historii motoryzacji. Nim jednak jego wynalazki, konstrukcje i pomysły zostały właściwie ocenione i uznane, doświadczył, tak jak większość wielkich odkrywców, szeregu wzlotów i upadków. Mało kto wierzył w osiemdziesiątych latach ubiegłego stulecia, że silnik spalinowy może być wykorzystany do napędu pojazdów. Silniki stacjonarne (przemysłowe) zdobyły już pewne prawo obywatelstwa, ale kto by chciał jeździć wozem poruszanym machiną, w której co chwila następuje wybuch mieszanki benzyny z powietrzem? Nie! do tego trzeba wyjątkowego śmiałka. Benz eksperymentował. Po zbudowaniu pierwszego prototypu w 1885 roku i dalszych dwóch pojazdów w roku 1886, wydrwiwany przez współczesnych, załamał się i porzucił myśl o ofiarowaniu ludzkości samojazdu. Benz jednakże, poza dobrymi pomysłami, miał dobrą żonę. Żona była uparta i wierzyła w męża. Postanowiła udowodnić, że pojazd jego konstrukcji nie jest nierealną mrzonką, lecz praktycznym, użytecznym wehikułem. Pewnego dnia w sierpniu 1888 roku o godzinie 5 rano, gdy pan Karol Benz jeszcze spał, wyprowadziła z szopy trzykołowiec (zaopatrzony w silnik jednocylindrowy), który stał tam w zapomnieniu i uruchomiwszy go udała się w podróż. Prowadził 15 letni syn Eugeniusz. Obok niej siedział drugi syn Ryszard. Jechali wyboistą drogą przez Weinheim, Heidelberg, Wiesloh do Pforzheim. W Wiesloh stanęli przed apteką, by uzupełnić zapas benzyny. Przerażony aptekarz nie mógł pojąć, że pani Berta Benz potrzebuje dwóch litrów benzyny dla „powozu bez koni", który przejechał już 50 km. Podróż mogła odbywać się dalej, jednakże co 20 km trzeba było się zatrzymać i uzupełniać wodę w chłodnicy. Zużycie wody było duże. W razie potrzeby i braku innych możliwości czerpano ją z rowów przydrożnych. Nic nie zrażało pani Berty, nawet defekty w silniku. Kłopot sprawiały wyciągające się pasy napędowe, lecz po kilkurazowym ich skracaniu nabyto takiej wprawy, że przestało to być problemem. Znacznie trudniej przedstawiało się usunięcie uszkodzenia zapłonu. Lecz pani Berta wpadła na pomysł, by zamiast izolacji, która była potrzebna, posłużyć się podwiązką. Uratowało to sytuację. W pewnym momencie, gdy silnik odmówił posłuszeństwa, inicjatorka wyprawy przeczyściła przewód benzyny długą szpilką od kapelusza. Wiele jeszcze przeciwności stanęło na drodze tego pierwszego, wielkiego rajdu samochodowego, wszystkie jednak zostały pokonane. Późną nocą osiągnięto cel podróży Pforzheim. Przejechano 120 km. To była odległość, której dotąd żaden wóz bez koni nie pokonał. Po dwóch dniach pani Benzowa wracała wraz z dziećmi inną drogą, która wynosiła 90 km. Karol Benz został telegraficznie o tym powiadomiony. Powrót odbył się bez większych przeszkód. Zatrzymywali się jedynie, by uzupełniać wodę i benzynę. Zdarzało się im także stawać przed warsztatami szewców, by wymienili skórę na klockach hamujących. Lecz nic już nie przeszkodziło pani Bercie w szczęśliwym powrocie do domu w Mannheim. Berta Benz wierzyła w genialność swego męża i w przyszłość motoryzacji. Udowodniła swemu mężowi, sąsiadom, znajomym, ba całemu światu że samochód jest przydatnym i użytecznym przedmiotem w życiu człowieka. Z tej zresztą dość znanej historyjki, wypływa parę morałów, które warto zapamiętać. Po pierwsze, należy wierzyć w genialność męża i nie lekceważyć jego pomysłów technicznych, po drugie, warto mężowi pomóc, kiedy przeżywa okresy załamań i niewiary w siebie, a po trzecie roztropna kobieta potrafi nawet własnego męża wyprowadzić na ludzi. Na ilustracji widzimy samochód Benza z roku 1888. Ma on już szereg usprawnień w stosunku do pojazdu, którym jechała pani Berta. Został wyposażony w obudowę silnika, w ławeczkę na przedzie pojazdu, w składaną budę, błotniki i jeszcze parę innych szczegółów, których w tamtym trójkołowcu nie było. Jest to jednak ten sam samochód, wyposażony w jednocylindrowy (czterosuwowy) silnik z zapłonem elektrycznym, o mocy 3 KM przy 300 obr/min. Pojazd ten rozwijał prędkość do 20 km/h i rozpoczął wielką karierę firmy Benz.
Pan Emil Jellinek był w Nicei konsulem
AustroWęgier. W zasadzie
opiekował się obywatelami „łaskawie panującego" Franciszka Józefa.
Jednakże jego prawdziwym hobby nie była dyplomacja, lecz wyścigi samochodowe.
Był entuzjastą tego sportu i zapalonym kibicem. Będąc zaś z zawodu
handlowcem, jako dodatkowe zajęcie wziął więc na siebie reprezentowanie
firmy Daimler na tamtych terenach. Przed blisko 80 laty widać łączono tego
typu posady. W 1900 roku zdarzył się tragiczny wypadek podczas wyścigów
samochodowych. Niedaleko Monte Carlo zabił się zawodnik, jadący na
samochodzie Daimlera. Samochody wtedy były krótkie i wysokie. Nawet wyścigowe.
Były to czasy, gdy samochód jako odrębny pojazd jeszcze się nie narodził.
Po prostu były to nieco wynaturzone pojazdy zaprzęgowe, zaopatrzone w silnik
spalinowy. Otóż pan konsul Jellinek, nie będąc ani technikiem, ani
konstruktorem, ale człowiekiem o dużej dozie zdrowego rozsądku, doszedł do
wniosku, że pojazd, który ma rozwijać dużą szybkość musi być długi i
niski. W każdym zaś razie dłuższy od swojej szerokości. Napisał w tej
sprawie list do firmy Daimler, która uznała spostrzeżenie Jellinka za słuszne
i odkrywcze. Wilhelm Maybach, naczelny inżynier zakładów Daimlera i
jednocześnie genialny konstruktor, rozpoczął prace nad budową pojazdu o
znacznie dłuższym rozstawie osi niż rozstaw kół. Gottlieb
Daimler nie
doczekał nowego pojazdu. Zmarł w 1900 roku. W roku następnym wystartował
na wyścigach samochód firmy Daimler o nowej konstrukcji. Osiągał prędkość
do 72 km/h. Trzymał się wspaniale drogi. Zdał w pełni egzamin. Jednym słowem,
był to automobil rewelacyjny. Miał silnik czterocylindrowy o pojemności 5900
cm3 i mocy 35 KM przy 1000 obr/min. Po raz pierwszy zastosowano w
nim zawory ssące sterowane, a nie samoczynne. Dwa równolegle działające gaźniki
przyczyniały się do lepszego napełniania cylindrów. Zapłon był odrywkowy.
Obieg wody chłodzącej wspomagany był za pomocą pompy wirnikowej. Dzięki
zastosowaniu do budowy silnika lekkich stopów poważnie obniżono jego ciężar.
Oprócz samochodów w wykonaniu sportowo-wyścigowym firma zaczęła produkcję
wozów o charakterze turystycznoużytkowym z nadwoziem typu „double phaeton".
Właśnie taki model jest pokazany na ilustracji. Jellinek, świetny jak się
okazało koncepcjonista konstrukcyjny, był również dobrym handlowcem.
Powiedział: „Ten wóz pójdzie. Trzeba mu tylko wymyślić dobrą nazwę. »Daimler«
to nie brzmi dobrze w uszach klientów". Zaproponował imię swej córki.
A córkę miał piękną i o oryginalnym hiszpańskim imieniu. Dyrekcja firmy
zaakceptowała. I oto ukazał się pierwszy samochód pod firmą Mercedes. Od
tego czasu wiele samochodów zostało wyprodukowanych z marką Mercedes. Tak
wiele, że zapomniano wreszcie, że jest to imię kobiety. Imię uroczej panny
Mercedes Jellinek. Gdy w Polsce stały się modne teleturnieje, ulubionym
pytaniem konkursowym było: „Jaka marka samochodów jest nazwana imieniem
kobiety?" I to przypomniało mi tę historię, która jest jednocześnie
historią narodzin samochodu, jak ją nazwał znawca dziejów motoryzacji, nieżyjący
już inż. Tadeusz Sokołowski.
da
VINCI Leonardo
1452 - 1519
W
kilku powieściach science fiction, a nawet rozprawach naukowych, ich autorzy
wyraźnie
sugerowali, że Leonardo da Vinci był kosmitą przeniesionym w
czasie w zupełnie inną epokę. Według tej teorii Leonardo przeżywał udręki,
nie mogąc ujawnić w pełni swej wiedzy i usiłując ją dostosować do ówczesnego
poziomu techniki. Lista jego wynalazków jest zaiste zaskakująca, ale trzeba
wyraźnie podkreślić, że były to szkice i w dodatku niezbyt czytelne; tak,
że niefachowcom trudno było często pojąć, jakie rozwiązanie techniczne
widnieje na rysunku, tym bardziej że spuścizną Leonarda zajmowali się głównie
humaniści, przede wszystkim historycy sztuki. Kiedy jednak za analizę jego
pomysłów zabrali się specjaliści od motoryzacji, ich zdziwienie nie miało
granic. Po dokładnym przeanalizowaniu szkiców Leonarda widać wyraźnie, że
nie tylko wynalazł on automobil, poruszany napędem mięśni, ale także
skrzynię biegów, łożyska kulkowe, układ kierowniczy i amortyzatory.
Najciekawszym rozwiązaniem jest jednak „samochód" (rys. 1). Po
rozrysowaniu niezbyt czytelnego szkicu okazuje się, że mechanizm opiera się
na zasadzie działania zegara, w którym ruch wzdłużny prowadzi do ruchu
obrotowego, a następnie za pomocą przekładni przenosi się na koła.
Oczywiście całe urządzenie
jest znacznie bardziej skomplikowane, nie jest energooszczędne, z powodu
tarcia, ale jedno nie ulega wątpliwości: to działa. Idea zawiera zresztą nie
tylko konstrukcję silnika, ale także pozostałe podstawowe elementy samochodu:
ramę, przekładnię, układ kierowniczy itp. Leonardo wykonał kilka tysięcy
rysunków różnego typu pojazdów o własnym napędzie, a więc nie ciągniętych
przez zwierzęta, oraz o własnym układzie kierowniczym, a więc nie
kierowanych z zewnątrz. Jeżeli spróbujemy doprowadzić do pewnego rodzaju
syntezy tych projektów otrzymamy interesujące konstrukcje, w których jedna
osoba napędza pojazd poprzez przekładnie, natomiast druga kieruje
„samochodem" poprzez niezależny układ sterowniczy. Ale geniusz Leonarda
obejmował także i inne techniczne problemy ściśle związane z pojazdami o własnym
napędzie. Na przedstawionym rysunku widać wyraźnie, jak zaprojektował przekładnię
ślimakową (rys. 2).
Odkrył
konieczność stosowania mechanizmu różnicowego w pojazdach z napędem na dwa
koła, starał się zmniejszyć tarcie przez oparcie osi pojazdu na obrotowych
kręgach. Niemalże mimochodem rozwiązał także sprawę licznika kilometrów i
zasadę działania trzybiegowej skrzyni biegów i jako pierwszy odkrył, że
powietrze nie przyspiesza poruszania się ciał, jak przyjmowano za
Arystotelesem, lecz opóźnia je, a zatem należy stosować kształty
aerodynamiczne. Z tej samej szuflady z pomysłami pochodzi też przekładnia ślimakowa,
idea łożyska kulkowego (rys. 3), zastosowanie sprężyny amortyzującej (rys.
4) i zastosowanie soczewki do lamp, aby uzyskać reflektor prawie taki jak we
wczesnych samochodach z XIX wieku. Jak na jednego geniusza z pewnością
by wystarczyło, ale nie zapominajmy, że Leonardo oferując swe usługi ówczesnym
władcom podkreślał szczególnie swą wiedzę w dziedzinie techniki
militarnej. Był wynalazcą śmigłowca i pierwowzoru samolotu, znakomitych
maszyn miotających i burzących, a także zaprojektował prototyp śmigłowca,
pojazdu pancernego o napędzie na cztery koła, a w dodatku miał nowatorskie
pomysły dotyczące używania tego typu konstrukcji w wojnie. Nigdy nie
systematyzował swych notatek i rysunków, toteż ich odnalezienie i
skompletowanie wymagało dużego wysiłku (po śmierci Leonarda jego prace,
notatki, obserwacje, szkice, projekty, korespondencje zostały zebrane przez
jednego z jego uczniów w 19 księgach). Kiedy jednak patrzymy na nie okiem współczesnego
technika, nie potrafimy nawet pojąć źródeł jego inspiracji. A może
rzeczywiście Leonardo pochodził z innego wymiaru?
1862 - 1942
Malarz,
wynalazca lotniczy. Od 1893 rokubudował modele latające, w 1895 roku zbudował
szybowiec "Lotnia" , którym dokonał kilku skoków długości 20
40
metrów, malował głównie sceny batalistyczne także obrazki rodzajowe i
scenki z wyścigów.
Ojciec Tadeusza Tańskiego.
TAŃSKI
Tadeusz
1892
- 1941
Inżynier
mechanik, konstruktor samochodów i silników spalinowych samochodowych i
lotniczych, zginął w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu.
Syn Czesława Tańskiego.
WATT
James
1736 - 1819
Angielski inżynier i wynalazca, w 1769 roku ulepszył atmosferyczny silnik parowy T. Newcomena, w 1782 roku zbudował silnik parowy dwustronnego działania, w 1788 roku zbudował odśrodkowy regulator prędkości obrotowej, w 1775 roku razem z M. Boultonem założył w Soho pod Birmingham pierwszą na świecie wytwórnie maszyn parowych.
DUNLOP
John
Boyd
1840
- 1921
Brytyjski weterynarz z zawodu a z zamiłowania wynalazca. W 1887 roku wynalazł gumową oponę pneumatyczną do kół jezdnych. W 1890 roku założył w Belfaście spółkę Pneumatic Tyre and Booth Cycle Agency produkującą opony na skalę przemysłową.
Stylista
i konstruktor nadwozi samochodowych, min. Syreny 110. Wg danych z 1993 roku
mieszka w Falenicy pod Warszawą. Odszedł od motoryzacji i zajął się
modelarstwem - buduje przepiękne miniatury żaglowców. Po raz pierwszy z
samochodami zetknął się w roku 1943. Nie był mechanikiem - przed wojną
chodził do "Rejtana" i chciał zostać architektem. Był żołnierzem
AK ps. "Kleo". Po wojnie przez jakiś czas pracował jaki kierowca w
"ORBISIE", ale gdy tylko dowiedział się, że rusza Szkoła
Wawelberga, zgłosił się i został studentem. Wybrał specjalność
konstrukcja nadwozi i w 1949 roku zrobił dyplom u prof. Stanisława
Panczakiewicza - konstruktora i stylisty, autora nadwozi do przedwojennego
Luxa - Sport i pierwszej Syreny. Z dyplomem w kieszeni wyjechał do Kielc i
został kierownikiem Działu Konstrukcyjnego w fabryce kabin samochodowych do
pierwszych powojennych ciężarówek STAR. Tam też przekonstruował kabinę do
STARA - z drewnianej na metalową z blachy niegłębokotłocznej. Z Kielc wrócił
do Warszawy w 1951 roku, i na życzenie S. Panczakiewicza rozpoczął pracę w
kierowanym przez niego Biurze Konstrukcyjnym Przem. Motoryzacyjnego. Dużo
konstruował - zaprojektował kabinę do STARA 6 x 6, do nowej ciężarówki ŻUBR
(późniejszy JELCZ), robił nadwozia do samochodów specjalnych dla wojska,
straży pożarnej i dla służby zdrowia. Wreszcie w latach 1956 - 57 podczas
tzw. "odwilży" padło hasło: "Samochód dla mas." Chodziło
o projekt auta małolitrażowego, mniejszego od żerańskiej Syreny, który mógłby
być produkowany masowo. Na hasło to zareagował Mielec, konstruując Meduzę i
Mikrusa oraz właśnie BKPMot. Tak powstał samochodzik dla dwóch dorosłych osób
i dwojga dzieci - SMYK.
W 1961 roku inż. Zgliczyński postanowił zbudować pojazd "modułowy"
- wymyślił nadwozie składające się z mocnej kabiny pasażerskiej,
zasadniczego elementu konstrukcyjnego, do której mocowano - dość prosto i
szybko - z przodu moduł z zawieszeniem przednim i bagażnikiem, z tyłu - moduł
z zespołem napędowym. Powstał jeden prototyp o nazwie Alfa. Oparto się o
konstrukcję podwozia Renault Dauphine, ale w BKPMot. powstał nowy silnik o
poj. 1000 cm3, a właściwie trzy silniki różniące się rozrządem, sposobem
zasilania itp. Były to jednostki naprawdę nowoczesne, górnozaworowe,
czterocylindrowe, z pięcioma podporami wału korbowego.
Bardziej rozwiniętą wersję Alfy zbudowano w 1962 roku - była to Beta.
Jeszcze z silnikiem
z tyłu, ale już z innym nadwoziem. Potem była Delta - od poprzedniczek różniła
się przede wszystkim tym, że miała napęd przedni i nadwozie - jak je później
nazwano - kombilimuzyny. Zwróćmy tu uwagę, że dopiero za cztery lata
miało się ukazać auto, które oficjalnie uznane zostało za pierwszą w świecie
kombilimuzynę - a mianowicie Renault 16 z nadwoziem G. Giugiaro, które miało
piąte drzwi i rozkładaną tylną kanapę. Na pomysł tylnych, trzecich
drzwi - wspominał A. Zgliczyński - wpadł podczas próby przewiezienia pralki
"Frania". Musiał do tej operacji wymontować jeden fotel. Kiedy
zmieniły się założenia i okazało się, że nowy prototyp ma mieć przedni
napęd, postanowił wydłużyć trochę tylny zwis i stworzyć duży, praktyczny
bagażnik z drzwiami umożliwiającymi włożenie większych przedmiotów. Tak
to pralka Frania wpłynęła na rozwój konstrukcji samochodu...
W 1964 roku został oddelegowany do FSO gdzie pracował przez długie
lata.
Był członkiem polskiej delegacji która wyjechała do Turynu po odbiór
licencji na Fiata 125p.
W letnich miesiącach 1886 roku Karol Benz dokończył budowę swego trójkołowego pojazdu opatentowanego parę miesięcy wcześniej. Dlatego też rok 1986 przyjęło się, przynajmniej w niektórych krajach, uważać za setną rocznicę powstania samochodu. Jednak pojazd o napędzie mechanicznym znany był znacznie wcześniej. Przecież już w roku 1769 oficer artylerii francuskiej Cugnot opracował i zbudował ciągnik artyleryjski o napędzie parowym i tylko fakt, że ciągnik ów rozbił się podczas jednej z pierwszych prób sprawił, że na długie lata zaniechano dalszych badań nad tego rodzaju wynalazkami. Myśl ludzka uparcie jednak dążyła do stworzenia mechanizmu, który zastąpiłby konie. Na początku XIX wieku, wraz z rozwojem kolejowej trakcji parowej, pojawiają się pierwsze „autobusy" przypominające raczej konne karoce, w których konie zastąpiono prymitywną maszyną parową. Wraz z wynalezieniem silnika spalinowego zasilanego gazem świetlnym, wielu konstruktorów zaczęło eksperymentować nad taką jednostką napędową, w której źródłem energii byłoby paliwo płynne, dające się bez kłopotu przewozić. W ciągu piętnastu lat zdołano udoskonalić silnik spalinowy i nadać mu formę stosowanego dziś powszechnie czterosuwu. Suw sprężania uwielokrotniał ilość wyzwalanej energii. Dzieła tego dokonał konstruktor niemiecki Nicolaus August Otto i jego to patenty legły u podstaw dwóch opracowywanych niemal jednocześnie silników spalinowych, które Karol Benz i Gottlieb Daimler zainstalowali, niezależnie od siebie, w pierwszych „samochodach" o napędzie benzynowym. Ale przed nimi próbowali dokonać tego inni. Nieudane próby realizacji pojazdu mechanicznego o napędzie benzynowym miały miejsce we Włoszech i we Francji. Twórcy tych projektów za wcześnie jednak dali za wygraną, podczas gdy Benz i Daimler po swych pierwszych konstrukcjach przystąpili do opracowywania nowych, udoskonalonych, co wreszcie doprowadziło do produkcji seryjnej. Jak więc widać, na wynalazek samochodu złożyło się szereg wynalazków cząstkowych, a rok 1886 to raczej umowna data, od której pojawia się samochód o pewnym poziomie dojrzałości technicznej. Dojrzałości tej nie należy brać dosłownie. Zarówno pojazdy Benza jak i Daimlera, choć zdolne do wykonania kilkudziesięciokilometrowych podróży, wymagały jednak stałych napraw i regulacji, a przede wszystkim były bardzo kłopotliwe w obsłudze. Kierowca pamiętać musiał o konieczności smarowania wszystkich trących się części, regulowania naciągu pasów przenoszących napęd, zmuszany był też często do wymieniania po drodze okładzin hamulców, co zresztą dawało się łatwo przeprowadzić u przydrożnego szewca. Oczywiście musiał też przy tym baczyć na każdą dziurę w drodze i regulować szybkość, głównie poprzez przyspieszanie lub opóźnianie zapłonu. Oba pierwsze samochody wykazują jeszcze wielkie niedostatki jeśli chodzi o układ kierowniczy. Benz, aby uniknąć komplikacji, zastosował jedno tylko koło przednie. Daimler, a właściwie jego prawa ręka i faktyczny konstruktor Wilhelm Maybach, zainstalował silnik w powozie konnym, w którym dla zmiany kierunku jazdy skręcana była cała oś przednia. Rzecz charakterystyczna - w obu tych pojazdach silniki zainstalowane byty w tylnej części, dopiero w 1891 roku francuska firma Panhard - Levassor przeniesie silnik do przodu a Louis Renault połączy go z osią tylną wałem na pędowym zamiast dwóch odkrytych łańcuchów (1898). Taki układ zespołów, nazywany klasycznym, znamy powszechnie i dziś, jest więc niewiele młodszy od wynalazku zwanego samochodem. Od czasów Renault samochód różni się zdecydowanie od pojazdu konnego z dodanym mechanicznym napędem. Rozwój silników potoczył się bardzo szybko. Pierwszy samochód Benza miał moc jednostkową 0,66 kW/dm3 pojemności skokowej, lecz do roku 1900 wskaźnik ten wzrósł już ośmiokrotnie, by przed pierwszą wojną światową osiągnąć poziom około 9 kW/dm3. Na początku lat 20-tych silniki miały przeciętnie 25 kW/dm3, a przed drugą wojną światową - około 30 kW/dm3. Dziś nowoczesny lecz nie mający cech sportowych silnik legitymuje się wartością 38 kW/dm3 - skok prawie 60 krotny. Wzrost mocy jednostkowych spowodowany był m.in. stałym wzrostem stopnia sprężania. Jeśli w pierwszych silnikach stopień ten wynosił ok. 2,5 to. ok. roku 1925 już 4,7, by w roku 1939 osiągnąć wartość ok. 6,6. Dziś rzadko która konstrukcja ma stosunek sprężania niższy niż 8,5. Skrzynka biegów taka, jaką znamy dzisiaj, pojawiła się na początku bieżącego stulecia, przedtem uciekano się do kłopotliwych w eksploatacji napędów pasowych, w których naprężanie jednego z pasów powodowało włączanie odpowiedniego przełożenia. Liczba przełożeń rzadko jednak przekraczała 2, dopiero użycie przesuwnych kół zębatych pozwoliło na dalsze powiększanie liczby przełożeń. Przez wiele dziesiątków lat wystarczały jednak konstruktorom tylko trzy biegi do jazdy w przód i dopiero w latach 60-tych, a więc 75 lat po powstaniu samochodu, dominować zaczęła skrzynia biegów o czterech, potem pięciu, a ostatnio nawet sześciu przełożeniach. Pierwsze nadwozia wykonywane byty ręcznie z dość grubej blachy, nic dziwnego więc, że ówczesne samochody - mające przy tym potężne ramy, ważyły nierzadko nawet 2 tony mimo niewielkich wymiarów zewnętrznych. Budowano nadwozia odkryte, brezentowy dach rozpinany byt tylko w przypadku długotrwałego deszczu. Z biegiem lat użytkownicy wymusili jednak na konstruktorach zamknięcie nadwozia na stałe i odtąd nadwozia otwarte stanowią coraz mniejszy procent produkowanych samochodów, a w latach 70 tych ich produkcja zostaje niemal całkowicie zarzucona. Wiadomo, przepisy bezpieczeństwa. Dopiero po opracowaniu tzw. "sztywnych klatek" nadwozia oraz pałąków bezpieczeństwa powraca się do budowy kabrioletów. Ale o tym na początku naszego wieku nikomu się jeszcze nie śniło. Z czasem zaczęto zwracać uwagę i na lekkość konstrukcji, pojawiły się też pierwsze pojazdy z samonośnym nadwoziem. Coraz częściej w konstrukcji silników czy elementów przeniesienia napędu stosowano lekkie stopy zamiast ciężkiego żeliwa. Wzrost osiągów doprowadził do powstania układów hamulcowych działających na cztery koła. W połączeniu z coraz to lepszym i trwalszym ogumieniem, dawało to znacznie krótsze drogi hamowania, tak ze wytwórcy musieli umieszczać z tyłu pojazdów tabliczki ostrzegające o tym, że samochód ma hamulce również i z przodu. Przebiegający burzliwie rozwój lotnictwa sprawił, że zaczęto interesować się aerodynamiką pojazdu drogowego. Już w latach 20-tych powstały pierwsze konstrukcje o obniżonym oporze powietrza, które dziś wyglądają może śmiesznie ale w owych latach mogłyby sprawić prawdziwy przełom, gdyby się przyjęty. Jednak na linie opływowe przyszło nam czekać aż do lat 80 tych. Pod jednym tylko względem przeciętny samochód dzisiejszy przypomina konstrukcje sprzed stu lat: tak jak wtedy najwięcej kłopotów sprawia zapłon mieszanki, ciągle zawodny mimo postępów elektrotechniki, a ostatnio i elektroniki Może i dlatego tak bardzo rośnie liczba zwolenników silnika wysokoprężnego?
![]() |
![]() |
![]() |